IRP POLECA : INFORMACJE Z RYNKU PRACY


25.09.2007
3 mld euro wpłynęły z Brukseli

W 2006 r. Polska dostała z unijnego budżetu na czysto prawie 3 mld euro, dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Ten wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdybyśmy potrafili wykorzystywać fundusze płynące z Brukseli.

Polska dostała z unijnego budżetu na czysto prawie 3 mld euro w 2006 r. Pieniędzy byłoby więcej, gdybyśmy potrafili lepiej wykorzystywać fundusze.

- Wszystkie nowe państwa Unii dostały w 2006 r. więcej pieniędzy niż w 2005 r. - poinformowała wczoraj Dalia Grybauskaite, unijna komisarz ds. budżetu. W tej grupie głównym beneficjentem jest oczywiście największy kraj, czyli Polska. Wpłaciliśmy do unijnej kasy 2 mld 447 mln euro, a dostaliśmy 5 mld 307 mln euro, co daje na czysto 2 mld 997 mln euro. Rok wcześniej nasz zysk finansowy z członkostwa w UE był o ponad miliard euro mniejszy.

Unijne dotacje dostali przede wszystkim - w formie dopłat bezpośrednich - rolnicy. Łączna kwota transferów dla nich sięgnęła 2 mld 142 mln euro. Nieco mniej, bo 1 mld 951 mln euro, przypłynęło w formie funduszy strukturalnych, które mają pomóc polskim regionom dogonić poziomem rozwoju gospodarczego bogatszą część Unii.

Kulejące inwestycje centralne

Na razie jednak Polska słabo wykorzystuje pieniądze, które dostaje z Brukseli na inwestycje. O ile nieźle radzą sobie regiony - według danych na wrzesień absorpcja funduszy strukturalnych sięgnęła 57 proc. kwoty przyznanej nam na lata 2004- 2006, o tyle inwestycje centralne się nie udają. Wykorzystaliśmy do tej pory tylko 16 proc. pieniędzy z Funduszu Spójności przeznaczonych na wielkie inwestycje infrastrukturalne, takie jak autostrady. Jest to najgorszy wynik spośród wszystkich nowych państw UE. W sumie w tej przegródce dostępnych dla Polski jest 4,2 mld euro. - Jeśli kraje nie radzą sobie z małymi sumami z budżetu 2004 - 2006, to jak będzie wyglądało wykorzystanie wielkich sum z budżetu na lata 2007 - 2013 r. - zastanawia się urzędnik Dyrekcji Generalnej ds. Budżetu. Polskie wskaźniki będą istotnym argumentem w dyskusji, która odbędzie się w 2009 r., dotyczącej reformy budżetowej. Jeśli słabo będziemy wykorzystywać fundusze, to unijni płatnicy uznają, że można zmniejszyć transfery dla biednych regionów. Reforma miałaby wejść w życie od 2014 r.

- Państwa członkowskie muszą wzmóc swoje wysiłki. Te pieniądze nie będą zawsze dostępne - ostrzegła wczoraj Grybauskaite. Formalnie tylko funduszy strukturalnych dotyczy zasada n+2, przewidująca, że pieniądze muszą być wykorzystane w ciągu dwóch lat od ich zakontraktowania. Co oznacza, że dostępne jeszcze głównie dla regionów 43 proc. środków trzeba będzie wydać najpóźniej do 2008 r.

Ale - jak mówią nieoficjalnie przedstawiciele Komisji - ograniczenia istnieją również dla Funduszu Spójności, z którym mamy największy problem. We wszystkich kontraktach Polska zobowiązała się, że pieniądze z niego wyda najpóźniej do 2010 r. Potem przepadają.

Strona polska broni się, twierdząc, że przyspieszenie w wykorzystaniu pieniędzy z Funduszu Spójności już następuje. Według danych, jakie przedstawił wiceminister rozwoju regionalnego Janusz Kwieciński, w połowie wrześniu dostaliśmy z UE już 32 proc. dostępnych środków. Tym samym awansowaliśmy na trzecie miejsce od końca - wyprzedziliśmy Rumunię i Bułgarię. Ministerstwo podkreśla, że na zrealizowanie projektów transportowych i środowiskowych mamy jeszcze trzy lata i na pewno uda się zakończyć je w terminie.

Szybszy rozwój dzięki funduszom UE

Według szacunków ekonomistów dzięki wspólnotowym funduszom nasza gospodarka rozwijała się o 0,3 - 0,5 pkt proc. szybciej, pozytywny był też ich wpływ na rynek pracy. - Ale nie przeceniałbym wpływu funduszy unijnych na dotychczasowy rozwój Polski. Te 3 mld euro, jakie netto dostaliśmy w 2006 r., to mniej, niż wynoszą miesięczne przychody z eksportu, sięgające średnio 7 mld euro - zauważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Dodaje, że największym beneficjentem unijnej pomocy są rolnicy, u których wyraźnie widać podniesienie stopy życiowej.

Ale w następnych latach będziemy dostawać coraz więcej pieniędzy z budżetu UE. Szacunki polskiego Ministerstwa Finansów mówią, że w 2008 r. z funduszy strukturalnych otrzymamy ok. 9,2 mld euro (w 2006 r. było to 1,95 mld euro).

- Ta kwota stanowi 3,5 proc. naszego PKB. A to już będzie odczuwalne dla gospodarki - mówi Maciej Grabowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Kto się na to składa

Na unijnych dopłatach najwięcej - przynajmniej na razie - w ujęciu netto zyskuje Grecja, za nią uplasowała się Hiszpania. Wszystkie nowe państwa UE dostają ze wspólnego budżetu więcej pieniędzy, niż do niego wpłaciły. W starej Unii na plusie były w 2006 r.: Grecja, Hiszpania, Irlandia, Portugalia. Co prawda formalnie na minusie są Belgia i Luksemburg, ale gdyby do pozycji netto obu krajów doliczyć ich dochody z obecności unijnych instytucji, wynik byłby dodatni.

Głównym fundatorem pozostaje największy kraj UE - Niemcy. Jego wpłata netto wyniosła 6,3 mld euro. Gdyby wsparcie unijnego budżetu odnieść do bogactwa kraju, to okaże się, że największą część swojego dochodu oddają Holendrzy. Komisja Europejska przypomina jednak, że część wpłaconych przez Holandię pieniędzy to dochody z ceł w porcie w Rotterdamie. A one nie są wpływami holenderskimi, bo od wszystkich towarów wwożonych na teren Unii przez ten port płaci się cła.


ŹRÓDŁO :
Rzeczpospolita
ANNA SŁOJEWSKA z Brukseli ANNA CIEŚLAK

POWRÓT DO NOWOŚCI