|
Emerytura małżeńska i gwarantowana będzie dostępna również dla najbiedniejszych Polaków. Po tekście "Gazety" rządowy zespół ds. emerytur zmienia zdanie. Najważniejsze pytania, jakie zadają sobie miliony Polaków, to jaka od 2009 r. będzie ich emerytura oraz czy będzie można ją dziedziczyć, a więc czy po naszej śmierci pieniądze dostanie żona lub mąż. Już za półtora roku czeka nas bowiem prawdziwa rewolucja! Nasze emerytury na starość będzie wypłacał nie tylko ZUS (jak dziś), ale także otwarte fundusze emerytalne (OFE), do których od kilku lat wpłacamy indywidualne składki. W jaki sposób wypłacać emerytury z OFE, zastanawia się od kilku miesięcy rząd - a dokładnie kierowany przez wicepremiera Przemysława Gosiewskiego zespół do spraw ubezpieczeń społecznych. Tydzień temu Gosiewski ogłosił, że będą trzy rodzaje emerytur: • indywidualna, • małżeńska i • z tzw. gwarantowanym okresem wypłat. Dziedziczyć będzie można tylko te dwie ostatnie - małżeńską dożywotnio, a gwarantowaną maksymalnie przez dziesięć lat. W piątek Paweł Wypych, prezes ZUS i zastępca Gosiewskiego w rządowym zespole, ujawnił "Gazecie", że z obu rodzajów emerytur dziedziczonych nie będą jednak mogli skorzystać najbiedniejsi ludzie. Wypych takie obostrzenie tłumaczył troską o budżet państwa. Chodzi tutaj o sytuację, gdy mężowi czy żonie po podzieleniu się kapitałem z małżonkiem (a zasadą emerytur małżeńskich jest właśnie dzielenie się współmałżonków oszczędnościami z OFE) wypadnie emerytura niższa niż świadczenie minimalne (dziś jest to 597 zł). Jeśli bowiem komuś emerytura wypadnie poniżej takiego minimum, państwo musiałoby dopłacać resztę. I rozpętała się burza. Wyjaśnień od rządu domagało się jeszcze tego samego dnia Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Przedstawiciele Instytutu Badań nad Gospodarka Rynkową grzmieli, że to segregacja na biednych i bogatych. Zapewniali, że cała sytuacja odbije się na sytuacji kobiet zajmujących się domem (a więc niepłacących składek emerytalnych). Jeśli wprowadzony zostanie zakaz dziedziczenia emerytur, to po śmierci mężów nie wystarczy im pieniędzy na życie. A budżet państwa nic na tym nie zyska, bo i tak będzie musiał wydawać pieniądze na większą pomoc społeczną. Zareagował też Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich. Poprosił rząd o szacunkowe wyliczenia emerytur z OFE. Na decyzje rządowego zespołu nie trzeba było długo czekać. Już w sobotę Paweł Wypych oświadczył "Gazecie": - Nie będzie podziału na biednych i bogatych Polaków. Emerytury małżeńskie jak i gwarantowane będą dla wszystkich. Przyznał, że tym, którym będzie brakowało kapitału do wypłaty emerytury minimalnej, brakującą część dopłaci państwo. Ile to będzie kosztowało budżet? - Nie mamy takich szacunków, nie wiadomo bowiem, ile osób zdecyduje się na emeryturę małżeńską. Wiadomo jednak, że będzie to dotyczyło osób, które zarabiają poniżej średniej krajowej - mówi Paweł Wypych. Zapewnia, że takich osób nie będzie jednak zbyt wiele. Właśnie ten argument spowodował, że zespół zmienił stanowisko w tej sprawie. Ale jak mówi Wypych, rząd, nie chcąc doprowadzić budżetu do ruiny, dodatkowo zabezpieczył się przed ewentualnymi "naciągaczami". W jaki sposób? Jak wyjaśnia prezes ZUS, nie będzie tak, że ktoś popracował rok czasu, uzbierał na koncie emerytalnym w OFE 1 tys. zł. Wtedy mógłby liczyć na emeryturę w wysokości blisko 5 zł i państwo musiałoby dopłacać mu na starość 592 zł do minimalnego świadczenia. Na minimalne świadczenia będą bowiem mogli liczyć tylko ci, którzy przepracowali co najmniej 20 lat (kobiety) lub 25 lat (mężczyźni). - To sensowny pomysł rządu. Zabezpieczamy się bowiem przed wyłudzeniami pieniędzy z budżetu, a tym, którzy mimo 20 czy 25 lat pracy nie zebrali wystarczających środków, zapewniamy minimalne świadczenie - mówi prof. Witold Orłowski, doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers Polska. Jutro projekt ustawy emerytalnej trafi na obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów. W sierpniu ma się nim zająć Sejm. Emerytura małżeńska w praktyce Pan Stanisław, kierowca z Warszawy, ma pensję poniżej średniej krajowej. Przez 30 lat pracy uzbiera w OFE 100 tys. zł. Chce podzielić się tym kapitałem z żoną, która wychowuje ich dwójkę dzieci. Ponieważ nie pracuje ona zawodowo, nie zaoszczędzi prawdopodobnie w OFE ani złotówki. Po wspólnej dyskusji wybierają emeryturę małżeńską, bo dzięki niej żona pana Stanisława po jego śmierci będzie mogła jakoś związać koniec z końcem. Od zakładu emerytalnego dostaną ok. 400 zł miesięcznie. Państwo będzie im dopłacać co miesiąc do emerytury 197 zł (aby wyniosła tyle, ile świadczenie minimalne).
|